Po wczorajszym treningu było źle, powoli dopadało mnie zwątpienie znowu, ale ni stąd ni zowąd jeszcze wczoraj otrzymałam tak wiele wsparcia i dobrych słów motywujących, że gdy rano dziś wstałam, mimo, że fakt - ociągałam się od zrobienia treningu - pomyślałam "ej no.. bo będziesz zaczynać znowu i znowu będziesz na siebie zła! a te wszystkie osoby, które Cię dopingują? nie możesz ich zawieźć" no to wstałam i od razu zrobiłam trening. Padłam na podłogę mega zmęczona, spocona jak świnia.. Ale dziś zrobiłam cały trening bez odpuszczania żadnego powtórzenia!
Jestem z siebie dumna! A dodatkowo na resztę dnia miałam tyyyyyyyyyyyyle energii!
I kolokwium na 4,5 :D
Coś fantastycznego. Dodatkowo wparcie od bratowej, która ćwiczy ze mną. To naprawdę daje kopa - nie wierzyłam w to wcześniej.
Zawsze chciałam schudnąć i nawet kilkadziesiąt razy się za siebie brałam - tak.. trzy dni to był max. Ale chyba nie miałam wcześniej takiej motywacji jak teraz. Od pewnego momentu stwierdziłam, że potrzebuję kogoś kto ze mną by się za to wziął - wtedy byłoby mi łatwiej. I tak czekałam aż ktoś się znajdzie. Znalazła się jedna koleżanka to trochę razem biegałyśmy ale to coś wypadło a to się nie chciało to się odpuściło a potem to już wogóle porażka..
Ale teraz nie.
Teraz muszę sama w tym wytrwać, fajnie jeśli znajdzie się ktoś z kim będzie można to podzielić bo to rzeczywiście łatwiej, ale przede wszystkim muszę sama. I tak oto motywujemy się razem z bratową i póki co jest super - to wspólne działanie dodaje skrzydeł i mobilizuje. Na razie nie ma co za dużo wychwalać, bo to drugi dzień ale wierzę w to, że nie odpuszczę! Mam nadzieję, że w razie zwątpienia będzie taki dobry duszek, który na to nie pozwoli!
Będzie dobrze!
Wierzę w to!
Damy radę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz